wtorek, 14 lipiec

Jestem mięsem. Mięsem wyborczym

Mięso jak wiadomo jest bezmyślne, bezrefleksyjne, daje się obrabiać kucharzom i gospodyniom różnej maści, a na końcu zostaje spożyte bądź wyrzucone do śmietnika. Identyczny proces dotyczy mięsa wyborczego, czyli tych wszystkich, którzy złapani na lep medialnych manipulacji, propagandy, dynamiki konfliktu i własnych infantylnych emocji dali się obrobić, przemielić i wypluć. Teraz przesuwają się w kiszkach systemu do wiadomego miejsca, z błogą bezmyślnością resztek pokarmowych. Nie chcę nikogo obrażać, sam jestem taką trawioną resztką systemu, sam sobie zadaję pytanie jak to się stało, że uwierzyłem w cuda, Irlandię i wszystkie te PR-owskie sztuczki mające przekonać zwykłego, młodego człowieka, że to właśnie głosując na tych jestem za postępem, nowoczesnością i dobrym stylem. Media zgodnym chórem po wyborach głosiły zmianę stylu na lepszy bo wcześniej mówiono o wykształciuchach i kamaszach. Teraz ten lepszy styl to chamstwo Palikota, plugawe krzyki Niesiołowskiego, kręcenie lodów (przez Palikota, Grasia, Grada, Solorza i innych miłujących nas i kasę przedstawicieli władzy).
Dziś usłyszałem o tym, że władza chce zabrać wirtualny zysk NBP bo inaczej podwyższy podatki. Media jak zwykle gdy chodzi o Platformę są empatyczne, delikatnie tylko pytające czy to możliwe, a ja sobie przypominam jak trzy lata temu na taki sam pomysł wpadł Lepper i jakie wtedy dostał cięgi od wszystkich - mediów, polityków, specjalistów ekonomicznych i finansowych. No i słusznie że dostał, należało mu się, NBP jest niezależny, a zysk zwany rezerwą rewaluacyjną nie może być rozdysponowany przez polityków. Dziś nikogo to nie rusza, władza jest nietykalna, nie widać jej spod parasola ochronnego mediów i to właśnie wydaje się najbardziej groźne. Zanim więc zostanę wydalony przez system zamierzam się jednak rozglądnąć, pomyśleć i zadać kilka pytań, ale to już następna opowieść.

Średnia ocena: 4 (1 głos)

Jestem kotletem

Stan samoświadomości w którym zauważą się, że jest się sznyclem, lub porządnie stłuczonym schaboszczakiem jest dla większości mięsnych kawałków nieosiągalny. Taki kotlet nie zdaje sobie sprawy, że jest kotletem. Daje się beztrosko zjeść, przeżuć i strawić. Potem jelito cienkie, grube i tu czasem coś się zapala, taka małą, maleńka czerwona kotletowa lampka. Wyrywa ona co poniektóre kawałki mięsa, albo tego z niego zostało z błogiego stanu bezrefleksyjności. Sznycel właśnie wyrywa się z bezmyślnego letargu i ku swojemu wielkiemu zdziwieniu dostrzega, że właśnie wpada do szamba. Ale wtedy już jest zdecydowanie zbyt późno na refleksje... Bo jesteśmy w powyborczym szambie i się na nas sra.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Allowed HTML tags: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd> <blockquote>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Images can be added to this post.
Do góry